Wrzosowisko z zajumanymi Bergeniami

Jak ostatnio widzicie mam wenę jeśli chodzi o działania na działce i pisanie na blogu. Dziś kolejny artykuł (dla nie lubiących czytać zdradzę, że dosyć dużo wyrazów i stosunkowo mało zdjęć) o moim nowym pomyśle na upiększenie naszej działeczki.

Wszystko zaczęło się od tego, że stanąłem, popatrzyłem, pomyślałem i postanowiłem upiększyć mały skrawek naszej działeczki. Od dawna po głowie chodziło mi posadzenia kilku wrzosów, a jednocześnie drażniło wolne miejsce gdzie nie rosły żadne roślinki. Przed metamorfozą wyglądało tak:

tak wygladalo

Zgodzicie się, że tak duży pusty plac aż kusi aby go jakoś wykorzystać. Okazja była przednia. Akurat rozpoczął się sezon na wrzosy i w jednym ze sklepów były dostępne w arcy kuszącej cenie (poniżej 2zł/szt). Dodatkowo dzień jaki wyznaczyłem sobie na wykonanie prac był pochmurny i lekko mrzawkowy, czyli idealny do prac w ogrodzie. Oczywiście od jakiegoś czasu zapoznawałem się z potrzebami wrzosów. Mimo że wydają się roślinkami dosyć prostymi i łatwymi prawda jest całkowicie inna. Są kapryśne, lubią przyschnąć, przemarznąć albo zdziczeć, ale za to uwielbiają kwaśną, wilgotną glebę i dużo słońca. Od razu warto wspomnieć o tym, że wrzosy przywiezione z lasu bardzo ciężko utrzymać. Nie warto ryzykować wysokiej kary, za roślinkę wartą w sklepie 2 zł. Pamiętajmy także, że wywożąc z lasu wrzosu zaburzamy naturalną „infrastrukturę”.

No dobrze, ale jak spełnić te wszystkie wymagania? Nie będę się wymądrzał, bo pierwszy raz sadziłem wrzosy i nie wiadomo jeszcze czy coś z tego będzie w dłuższej perspektywie, przekażę jedynie wiedzę jaką sam posiadłem i wykorzystałem.

  • Pierwszy warunek to dobre nasłonecznienie miejsca gdzie będą rosły wrzosy. Tu nie mamy zbyt dużych opcji by sztucznie zaingerować w naturę. Słońca przecież nie przesuniemy, ale nasze zadanie to wybranie miejsca gdzie słońce świeci stosunkowo długo. Moja miejscówka ten warunek spełniała więc nie było problemu,
  • Drugi warunek to kwaśna gleba. Tu już możemy zadziałać. Najprostszym sposobem jest zakup torfu.  Tak też uczyniłem, wcześniej jednak wymieniałem go z ziemią kompostową. W miejscu gdzie planowałem nasadzić rząd wrzosów wykopałem 20 cm rowek wybierając z niego ziemię. Rowek wypełniłem przygotowaną wcześniej mieszanką torfu i ziemi kompostowej. W tak przygotowane podłoże wsadziłem kupione wrzosy,
  • Trzeci warunek to duża wilgotność podłoża. Oczywiście ten rok jest wyjątkowy ze względu na suszę. Mimo to przy wrzosach warto zastosować coś co będzie ograniczało parowanie wody z ziemi. To właśnie parowanie powoduje bowiem największą utratę H2O. Oczywiście najprostszym i najczęściej stosowanym sposobem jest ściółkowanie. Można użyć wielu odpadów organicznych, jednak moim zdaniem najbardziej do wrzosów pasuje kora i jej ostatecznie użyłem.

Po posadzeniu wrzosów doszedłem do wniosku, że brakuje jakiegoś wypełnienia całej kompozycji. jako, że rosnąca w pobliżu kalina daje dużo cienia , jasne stało się zatem to, że do obsadzenia tej powierzchni muszę wybrać rośliny nie wymagające dużej ilości słońca. W myślach zamigotał mi od razu pomysł na bergenię. Moja żoneczka nazywa ją sałatą. Roślinka jest bardzo wdzięczna i rośnie praktycznie w każdych warunkach. Moja ciocia, od której niegdyś brałem sadzonki bergenii mówiła, że śmiało mogę powiększyć swoją kolekcję gdy tylko będę chciał. Postanowiłem więc skorzystać. Mimo nieobecności domowników zakradłem się do ogródka cioci i zajumał kilka sztuk (no może trochę więcej niż kilka). Tytuł jest staje się jaśniejszy? Dla dociekliwych dodam, że samo słówko jumać stało się popularne w Polsce w latach 90, szczególnie na terenach przygranicznych. Wtedy to po otwarciu naszych zachodnich granic wiele osób wyjeżdżało np. do Niemiec jumać (czyli kraść) różne rzeczy. Ja ukradłem, oczywiście w cudzysłowiu, trochę bergenii i zasadziłem na naszej działeczce. Całość prezentuje się tak:

6

1

2

3

4

5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *